Ostatni tydzień spędziłam w domu, dopadło mnie choróbsko i dostałam zakaz wychodzenia z domu. Miało to jednak kilka zalet, ponieważ spokojnie mogłam nauczyć się na sprawdzian z polskiego (był szelenie trudny, ale napisałam i mam z głowy), mogłam również hurtowo tworzyć nową biżuterię oraz odpocząć po pierwszych tygodniach szkoły. Wiadomo, że nikt nie lubi chorować, ale jak już się trafi to co zrobić? W środę przyleciała do mnie paczuszka z kamieniami. Nie mogłam się już doczekać mojego zamówienia, długo nie czekałam i zaczęłam realizować swoje projekty.
Poprawiony komplet z piasku pustyni mamy. Chyba już mówiłam, że ten kamień jest moim ulubionym???
Kolczyki z kwarcu w srebrze
Piękny agat trawiony w srabrze
Bransoletka z niebieskich resztek
Kolczyki z hematytu (kamienie przywiezione z wakacji)
I na koniec ostatnie promyki letniego słońca (fot. 22.09.09r.) i jedyna zieleń w moim pokoju, mój piękny nowy storczyk(pfe, pfe żeby nie zapeszyć:P)
Maluch nadal nie ma imienia. Julcia (jego siostra) od kiedy tylko dowiedziała się, że będzie miała braciszka nazwała go Franiem. Reszcie rodziny niestety to imię nie przypadło do gustu Jutro "mały" wychodzi ze szpitala. Tak bardzo chciałabym go zobaczyć:( Dzieli nas aż 560km i najbliższą okazją na zobaczenie go są chrzciny pewnie na Boże Narodzenie jak nie dalej:( Teraz pozostaje mi tylko podziwianie zdjęć.
Dobranoc:*:*:*















